Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lipca 2013

Puder prawie idealny

 Dzisiaj o produkcie marki Physicians Formula o jakże pozytywnej nazwie Happy Booster Glow & Mood Boosting Powder.  Nie należę do zwolenniczek pudrowania sobie noska pomimo tego, że mojej skórze przydałby się mat w strefie T jednak opakowanie i forma mozaiki ze słodkich serduszek zrobiły swoje. Puder pomimo tego, że rozświetlający nie daje efektu błyszczenia a ładnego zdrowego blasku wyrównując przy tym kolor skóry.  Jego formuła zapewnia delikatne krycie i lekkie satynowe wykończenie. Co ważne nie zatyka porów. 


Brzmi jak kosmetyk bez wad?  Niestety takiego chyba jeszcze nie wyprodukowali puder posiada jedną, ale znaczącą wadę. Ściera się i to bardzo nierówno. Już po trzech godzinach nie widać go prawie wcale. Póki, co używam go, jako rozświetlacza na kości policzkowe być może jesienią lepiej spełni swoje zadanie.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Manhattan

Uwielbiam korektor z Manhattan, o czym już pisałam. Nigdy jednak nie miałam okazji wypróbować innych kosmetyków tej firmy. Będąc niedawno z Pepco natrafiłam mu mojemu zdziwieniu na kosmetyki Manhattan i stałam się posiadaczką tego oto zestawu.



Cienie to Professional Smokey Eyes Kit w odcieniu Misty Mauve, czyli mieszanka beży i fioletu. Tusz to Ultimate Definiction Mascara w kolorze black. Zacznę może od cieni, które mają wspaniałe kolory całkowicie moje, są przy tym przyzwoicie napigmentowane i długo utrzymują się na powiece. Tusz posiada plastikową twardą szczoteczkę nie skleja rzęs i daje bardzo naturalny wygląd. Jedyne, co zauważyłam to, że pod koniec dnia zaczął się kruszyć. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków zwłaszcza, że kosztowały razem niecałe dwadzieścia złotych.

niedziela, 2 czerwca 2013

Migawki


1. To właśnie tym telefonem robię większość zdjęć – LG Swift L7

2. Uwielbiam Mojito z KFC:)

3. Imieninowy prezent

4. Nie dość, że słodko smakują to i słodko wyglądają

5. Trampki jadą pociągiem

6. Moja własnoręcznie zrobiona babeczka na szpilki

środa, 3 kwietnia 2013

Kremy "upiększające"


Dziś recenzja dwóch kremów o bardzo podobnych właściwościach. Pierwszy z nich to L’Oreal Triple Active Glow a drugi to Olay Total Effects. Kremy są do siebie bardzo podobne, ale pod wieloma względami różne.


L’Oreal firmuje się, jako nawilżający krem upiększający. Ma dość gęstą konsystencję, ale rozprowadza się przyjemnie. Na mojej skórze (mam skórę mieszaną) pozostawia lepką warstwę z tego powodu nie polecałabym go osobom, które mają skórę tłustą lub ze skłonnością do błyszczenia się. Krem nawilża i rozświetla skórę to fakt, ale nie jest to zasługa wielkich drobinek brokatu. Po trzech tygodniach użytkowania nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób zapychał mi skórę. W dwóch przypadkach kremy mają filtr, SPF 15. 

      Po lewej L'Oreal a po prawej Olay

Olay to krem to skóry bardziej wymagającej oprócz wyrównania kolorytu, struktury i minimalizacji porów ma mieć także działanie przeciwzmarszczkowe i lekko liftingujące. Krem ma lekką konsystencję moja skóra jest po nim zmatowiona i jednocześnie rozświetlona. Nie tworzy na skórze filmu, przyzwoicie nawilża i ładnie wyrównuje koloryt. Ma subtelniejszy zapach niż w przypadku poprzednika, ale również jak on nie powoduje powstawania niespodzianek na twarzy.  W moim przypadku lepiej sprawdził się Olay skóry dobrze współpracował z moją skórą i podkładem. L’Oreal mieszka teraz w kosmetyczce mojej mamy, która jako posiadaczka skóry suchej jest z niego bardziej zadowolona. 

piątek, 22 lutego 2013

Świecidełko

Dzisiaj o moim cieniu i rozświetlaczu. Mowa tu o cieniu Inglot 395 Pearl, który spełnia znakomicie te dwie funkcję. Cień jest w pięknym biało-złotym kolorze z perłowym połyskiem. Wspaniale nadaje się do rozświetlania wewnętrznych kącików oka. Ja z powodzeniem używam go także,  jako rozświetlacza (oczywiście uprzednio strzepując jego nadmiar z pędzelka).




 



niedziela, 17 lutego 2013

Ulubiony korektor


Jedną z podstawowych rzeczy w mojej kosmetyczce jest korektor. Mogę nie używać podkładu, ale korektor musi być może to, dlatego że mam dość spore cienie pod oczami. Przerobiłam ich już wiele. Przez ponad pół roku używałam korektora Collection 2000 Lasting Perfection. Według mnie naprawdę kryjący i niezbierający się koszmarnie w załamaniach. Miał niestety dwie wady jak dla mnie dość spore a mianowicie po 5 minutach na skórze potrafił być ciemniejszy nawet o 2 tony. Bywało tak, że skórę pod oczami miałam lekko ciemniejszą niż reszta twarzy. Druga wada to to, że okropnie się wylewał, nieraz zabrudził całą kosmetyczkę. Na szczęście skończył się i mogłam rozejrzeć się za czymś nowym. Czytałam przeglądałam i znaleźć nie mogłam. Będąc w Rossmannie podeszłam do stoiska Manhattan i tam chwyciłam w końcu pierwszy lepszy korektor w moim odcieniu stwierdzając, że lepszy ten niż żaden. 


Zakup ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Korektor Manhattan Wake up Concealer pięknie rozświetla okolice oczu, daje bardzo naturalnie krycie, nie waży się ani nie zbiera w załamaniach. Aplikuje się go za pomocą małego pędzelka. Cena ok. 25zł jak dla mnie jest jak najbardziej do przeżycia. 

czwartek, 24 stycznia 2013

Ulubiony lakier ;)


Lakierów w swojej kosmetycznej historii miałam sporo i jak to z lakierami bywa jeden leżał mi bardziej drugi mniej. Jest jednak jeden lakier, który gdzieś tam cały czas przez był obecny w mojej kosmetyczce. Mowa tu o lakierze, Eveline Color Instant w kolorze 469. Lakier bywa ciężki we współpracy (chodzi mi tutaj o konsystencję), ale da się z nim dogadać jego drugim minusem jest to, że bardzo bardzo szybko gęstnieje. Ja dla uzyskania porządnego krycia kładłam dwie warstwy. Jestem mu to wstanie jednak przebaczyć, ponieważ za każdym razem urzeka mnie w nim jego kolor (jak dla mnie mieszanka nude i delikatnego pudrowego różu).


sobota, 19 stycznia 2013

Ścierak idealny?


Z racji tendencji mojej skóry do przesuszania się w zimię postanowiłam już dobre pół roku temu zapatrzeć się w porządny peeling. Co roku mam ogromny problem z suchymi skórkami, peeling i dobry nawilżać miały temu zaradzić. I tak, po wnikliwym przestudiowaniu kilkunastu stron stałam się posiadaczką tego, oto ścieraka.



Zmarszczek na goły rzut oka jeszcze nie widać, ale zapobiegać nie zaszkodzi. W peelingu bardziej skusiła mnie obietnica dodatkowego nawilżenia a to za sprawą obecnego w składzie kwasu hialuronowego i zbożowych lipidów, które mają chronić skórę przed ponownym wysuszeniem.  
Jak jest w praktyce? 
Co do nawilżenia, powiem tylko tyle, że cudu nie było. Bardziej rozwinę się na temat jego możliwościach ściernych a raczej zdzieranych. Peeling ma bardzo gęstą konsystencję z dużą ilością ostrych drobinek. Trzeba naprawdę uważać żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. Zdecydowanie nie polecam do cery wrażliwej i z poważniejszymi zmianami trądzikowymi. Dla cer mieszanych i tłustych używany umiejętnie raz na jakiś czas pomoże w utrzymaniu gładkiej i promiennej cery.