środa, 3 kwietnia 2013

Kremy "upiększające"


Dziś recenzja dwóch kremów o bardzo podobnych właściwościach. Pierwszy z nich to L’Oreal Triple Active Glow a drugi to Olay Total Effects. Kremy są do siebie bardzo podobne, ale pod wieloma względami różne.


L’Oreal firmuje się, jako nawilżający krem upiększający. Ma dość gęstą konsystencję, ale rozprowadza się przyjemnie. Na mojej skórze (mam skórę mieszaną) pozostawia lepką warstwę z tego powodu nie polecałabym go osobom, które mają skórę tłustą lub ze skłonnością do błyszczenia się. Krem nawilża i rozświetla skórę to fakt, ale nie jest to zasługa wielkich drobinek brokatu. Po trzech tygodniach użytkowania nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób zapychał mi skórę. W dwóch przypadkach kremy mają filtr, SPF 15. 

      Po lewej L'Oreal a po prawej Olay

Olay to krem to skóry bardziej wymagającej oprócz wyrównania kolorytu, struktury i minimalizacji porów ma mieć także działanie przeciwzmarszczkowe i lekko liftingujące. Krem ma lekką konsystencję moja skóra jest po nim zmatowiona i jednocześnie rozświetlona. Nie tworzy na skórze filmu, przyzwoicie nawilża i ładnie wyrównuje koloryt. Ma subtelniejszy zapach niż w przypadku poprzednika, ale również jak on nie powoduje powstawania niespodzianek na twarzy.  W moim przypadku lepiej sprawdził się Olay skóry dobrze współpracował z moją skórą i podkładem. L’Oreal mieszka teraz w kosmetyczce mojej mamy, która jako posiadaczka skóry suchej jest z niego bardziej zadowolona. 

piątek, 22 lutego 2013

Świecidełko

Dzisiaj o moim cieniu i rozświetlaczu. Mowa tu o cieniu Inglot 395 Pearl, który spełnia znakomicie te dwie funkcję. Cień jest w pięknym biało-złotym kolorze z perłowym połyskiem. Wspaniale nadaje się do rozświetlania wewnętrznych kącików oka. Ja z powodzeniem używam go także,  jako rozświetlacza (oczywiście uprzednio strzepując jego nadmiar z pędzelka).




 



wtorek, 19 lutego 2013

Time to relax


Na mojej uczelni sesja dopiero się skończyła, więc w tym roku będę miała tylko kilka dni wolnego. Po dwóch tygodniach siedzenia nad notatkami miło jest wyjść z domu i nie myśleć o tym, że trzeba po powrocie trzeba znowu zakuwać, bo genetyka sama do głowy nie wejdzie.


niedziela, 17 lutego 2013

Ulubiony korektor


Jedną z podstawowych rzeczy w mojej kosmetyczce jest korektor. Mogę nie używać podkładu, ale korektor musi być może to, dlatego że mam dość spore cienie pod oczami. Przerobiłam ich już wiele. Przez ponad pół roku używałam korektora Collection 2000 Lasting Perfection. Według mnie naprawdę kryjący i niezbierający się koszmarnie w załamaniach. Miał niestety dwie wady jak dla mnie dość spore a mianowicie po 5 minutach na skórze potrafił być ciemniejszy nawet o 2 tony. Bywało tak, że skórę pod oczami miałam lekko ciemniejszą niż reszta twarzy. Druga wada to to, że okropnie się wylewał, nieraz zabrudził całą kosmetyczkę. Na szczęście skończył się i mogłam rozejrzeć się za czymś nowym. Czytałam przeglądałam i znaleźć nie mogłam. Będąc w Rossmannie podeszłam do stoiska Manhattan i tam chwyciłam w końcu pierwszy lepszy korektor w moim odcieniu stwierdzając, że lepszy ten niż żaden. 


Zakup ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Korektor Manhattan Wake up Concealer pięknie rozświetla okolice oczu, daje bardzo naturalnie krycie, nie waży się ani nie zbiera w załamaniach. Aplikuje się go za pomocą małego pędzelka. Cena ok. 25zł jak dla mnie jest jak najbardziej do przeżycia. 

sobota, 16 lutego 2013

Śniadanie


Dzisiaj szybki śniadaniowy wpis, gdyż ostatnio cierpię na tragiczny brak czasu. Miesiąc minął mi w oka mgnieniu głównie za sprawą nieplanowanego wyjazdu ale, to akurat miła odmiana.



czwartek, 24 stycznia 2013

Ulubiony lakier ;)


Lakierów w swojej kosmetycznej historii miałam sporo i jak to z lakierami bywa jeden leżał mi bardziej drugi mniej. Jest jednak jeden lakier, który gdzieś tam cały czas przez był obecny w mojej kosmetyczce. Mowa tu o lakierze, Eveline Color Instant w kolorze 469. Lakier bywa ciężki we współpracy (chodzi mi tutaj o konsystencję), ale da się z nim dogadać jego drugim minusem jest to, że bardzo bardzo szybko gęstnieje. Ja dla uzyskania porządnego krycia kładłam dwie warstwy. Jestem mu to wstanie jednak przebaczyć, ponieważ za każdym razem urzeka mnie w nim jego kolor (jak dla mnie mieszanka nude i delikatnego pudrowego różu).