Po jakże dłuuugiej nieobecności wracam i od razu przechodzę do rzeczy. Mam dylemat wnętrzarsko – aranżacyjny a mianowicie pokój czarno biały czy w nieco cieplejszym kolorze, czyli lawendy i bieli. Ciągle nie jestem pewna. Na zdjęciu mała aranżacja mojej komody w stylu black&white.
sobota, 1 czerwca 2013
środa, 3 kwietnia 2013
Kremy "upiększające"
Dziś recenzja dwóch kremów o bardzo podobnych
właściwościach. Pierwszy z
nich to L’Oreal Triple Active
Glow a drugi to Olay
Total Effects. Kremy są do siebie bardzo podobne, ale pod wieloma
względami różne.
L’Oreal firmuje się, jako nawilżający krem upiększający. Ma
dość gęstą konsystencję, ale rozprowadza się przyjemnie. Na mojej skórze (mam
skórę mieszaną) pozostawia lepką warstwę z tego powodu nie polecałabym go osobom,
które mają skórę tłustą lub ze skłonnością do błyszczenia się. Krem nawilża i
rozświetla skórę to fakt, ale nie jest to zasługa wielkich drobinek brokatu. Po
trzech tygodniach użytkowania nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób zapychał
mi skórę. W dwóch przypadkach kremy mają filtr, SPF 15.
Po lewej L'Oreal a po prawej Olay
Olay to krem to skóry
bardziej wymagającej oprócz wyrównania kolorytu, struktury i minimalizacji
porów ma mieć także działanie przeciwzmarszczkowe i lekko liftingujące. Krem ma
lekką konsystencję moja skóra jest po nim zmatowiona i jednocześnie
rozświetlona. Nie tworzy na skórze filmu, przyzwoicie nawilża i ładnie
wyrównuje koloryt. Ma subtelniejszy zapach niż w przypadku poprzednika, ale również
jak on nie powoduje powstawania niespodzianek na twarzy. W moim przypadku lepiej sprawdził się Olay
skóry dobrze współpracował z moją skórą i podkładem. L’Oreal mieszka teraz w kosmetyczce mojej mamy,
która jako posiadaczka skóry suchej jest z niego bardziej zadowolona.
niedziela, 24 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
Świecidełko
Dzisiaj o moim cieniu i rozświetlaczu. Mowa tu o cieniu Inglot 395 Pearl, który spełnia znakomicie te dwie funkcję. Cień jest w pięknym biało-złotym kolorze z perłowym połyskiem. Wspaniale nadaje się do rozświetlania wewnętrznych kącików oka. Ja z powodzeniem używam go także, jako rozświetlacza (oczywiście uprzednio strzepując jego nadmiar z pędzelka).
wtorek, 19 lutego 2013
Time to relax
Na mojej uczelni sesja dopiero się skończyła, więc w tym
roku będę miała tylko kilka dni wolnego. Po dwóch tygodniach siedzenia nad
notatkami miło jest wyjść z domu i nie myśleć o tym, że trzeba po powrocie
trzeba znowu zakuwać, bo genetyka sama do głowy nie wejdzie.
niedziela, 17 lutego 2013
Ulubiony korektor
Jedną z podstawowych rzeczy w mojej kosmetyczce jest
korektor. Mogę nie używać podkładu, ale korektor musi być może to, dlatego że
mam dość spore cienie pod oczami. Przerobiłam ich już wiele. Przez ponad pół roku
używałam korektora Collection 2000 Lasting Perfection. Według mnie naprawdę
kryjący i niezbierający się koszmarnie w załamaniach. Miał niestety dwie wady
jak dla mnie dość spore a mianowicie po 5 minutach na skórze potrafił być
ciemniejszy nawet o 2 tony. Bywało tak, że skórę pod oczami miałam lekko
ciemniejszą niż reszta twarzy. Druga wada to to, że okropnie się wylewał, nieraz
zabrudził całą kosmetyczkę. Na szczęście skończył się i mogłam rozejrzeć się za
czymś nowym. Czytałam przeglądałam i znaleźć nie mogłam. Będąc w Rossmannie podeszłam
do stoiska Manhattan i tam chwyciłam w końcu pierwszy lepszy korektor w moim
odcieniu stwierdzając, że lepszy ten niż żaden.
Zakup ten okazał się strzałem w
dziesiątkę. Korektor Manhattan Wake up Concealer pięknie rozświetla okolice oczu, daje bardzo naturalnie krycie, nie waży
się ani nie zbiera w załamaniach. Aplikuje się go za pomocą małego pędzelka.
Cena ok. 25zł jak dla mnie jest jak najbardziej do przeżycia.
sobota, 16 lutego 2013
Śniadanie
Dzisiaj szybki śniadaniowy wpis, gdyż ostatnio cierpię na
tragiczny brak czasu. Miesiąc minął mi w oka mgnieniu głównie za sprawą nieplanowanego wyjazdu ale, to akurat miła odmiana.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
